„Jakie to piękne miejsce na spotkanie z przyjacielem…”

„… Zgredek jest szczęśliwy, że może tu być z przyjacielem.”

Jeśli mojego bloga czytają jacyś fani Harrego Pottera to zapewne wiedzą, że cytat, który jest zapowiedzią tego posta, to słowa Zgredka z siódmej części przygód młodego czarodzieja. Niestety słowa te padły w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach, bo na chwilę przed śmiercią małego skrzata. Jeśli ktoś jakimś trafem nie oglądał Harrego Pottera… To wstawiam ten fragment o tutaj:

Wspomniany fragment filmu, choć wzruszał mnie niemiłosiernie i płakałam przy nim jak bóbr (z każdym razem łez było co raz mniej… Pewnie ma na to wpływ ilość obejrzanych filmów z tej serii… Czyli jakieś milion razy każda część była obejrzana), uzmysłowił mi bardzo ważną rzecz. Jak bardzo ważna w życiu jest przyjaźń.

Zacznijmy więc moją opowieść o przyjaźni. Jednej z fantastyczniejszych rzeczy, jakie spotkały mnie w życiu.

Zapewne wiecie, że straszny ze mnie introwertyk (chociaż mam wrażenie, że u mnie bycie tym typem osobowości to jedna wielka sinusoida, czasem introwertyzm prześladuje mnie bardziej, czasem mniej… No zależy, jak leży). Wiecie pewnie też, że bycie introwertykiem nie sprzyja nawiązywaniu nowych znajomości. Można zatem powiedzieć, że jestem mistrzem w niepoznawaniu nowych ludzi i nawiązywaniu z nimi przyjaźni. Ma to jednak swoją mocną stronę. Wychodzę z założenia, że w tym względzie nie ma co iść na ilość… Tylko jakość. A muszę przyznać, że przyjaciół dobrałam sobie świetnie… Albo oni dobrali sobie mnie, biorąc pod uwagę moją niechęć do rozmawiania z ludźmi. Tym bardziej cieszę się, że „wybrańcy” są w stanie ze mną wytrzymać i… Niejednokrotnie przymuszać do mówienia. 🙂

„Przyjacielu, jeśli będzie ci dane żyć sto lat, to ja chciałbym żyć sto lat minus jeden dzień, abym nie musiał żyć ani jednego dnia bez ciebie.” Alan Alexander Milne – Kubuś Puchatek

Ten post miał wyglądać inaczej. Miało być kilka ogólnych frazesów o przyjaźni, kilka cytatów (chociaż te tak czy siak będą). Post nie miał być taki „tylko mój”. Ale tak sobie pomyślałam, że skoro już pisać o przyjaźni to trzeba podeprzeć to wszystko przykładami z własnego życia. No i zanim zacznę. Post będzie osobisty… Nie na tyle jednak, żebym dała sobie prawo do wstawiania zdjęć „moich ludzi”. Po pierwsze nie wiedzą, że będę o nich pisać, a poza tym wiecie RODO i te sprawy (choć pokładam nadzieję, że gdybym poprosiła o zgodę wstawienia zdjęć to bym ją dostała, ale nie chcę ryzykować utraty niespodzianki dla nich), po drugie nie będę o nich pisać wprost, ale mam nadzieję, że odczują, że to o nich mowa. Dla rozjaśnienia im tego, zdjęcia, które będę dodawać mają na celu… Przywołać wspomnienia wiążące się właśnie z nimi. A dla wszystkich, pozostałych czytelników… Mam nadzieję, że opis będzie na tyle ogólnikowy, a zdjęcia umilające czytanie, że całość się Wam spodoba i choć częściowo będziecie w stanie przysposobić ją do własnych doświadczeń

Często droga do prawdziwej przyjaźni bywa wyboista i trudna… Jeden fałszywy ruch… Jedna zła decyzja… Jedna sprzeczka z powodu odmiennych poglądów na pewne sprawy, z powodu odmiennych ideałów i upodobań (lub ich braku) mogą zadziałać jak wiatr burzący domek z kart, który go całkowicie niszczy. Tak samo jest z przyjaźnią. Nie zawsze da się spoglądać w jednym kierunku, ludzie mają inne charaktery, inne poglądy na dany temat, lubią inne rzeczy, ale sztuką jest to wszystko wypośrodkować. Znaleźć złoty środek, dzięki czemu będziemy w stanie pokochać drugą osobę i uczynić z niej swojego przyjaciela. Przyjaciela, z którym mimo tej całej odmienności charakterów, będzie się w stanie patrzeć w jednym kierunku… Kierunku, w którym widzi się wspólną, „przyjacielską” przyszłość, w której lubi się te same rzeczy, nienawidzi tych samych osób… Po prostu lubi się ze sobą przebywać i robić różne mniej lub bardziej durne rzeczy. Najważniejszy w tym wszystkim jest czas… I praca nad przyjaźnią. A być może stworzenie jej od początku, by była jeszcze bardziej wyjątkowa i piękniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Wtedy można dostrzec, że o mały włos nie straciło się… Kogoś prawie najważniejszego w życiu.

Niektóre przyjaźnie nie przeżywają tej próby czasu. Kiedy wydaje nam się, że wszystko jest możliwe i nie pokona tej przyjaźni żadna odległość i żaden czas… Niestety często staje się tak, że… To tylko iluzja, a wszystko burzy się tak jak wspomniany już wcześniej domek z kart. Być może czasami takie przyjaźnie trzeba odpuścić, by dostrzec prawdziwych przyjaciół, którzy stoją dzielnie trochę w cieniu, gdy ty próbujesz uratować coś, czego być może nie da się już uratować i czekają na swoją kolej. W takich momentach powinno się dziękować im za tę cierpliwość i wystawienie dłoni w geście wybaczenia i dania drugiej szansy. I wiecie co? Nie bójcie się poprosić o to wybaczenie. Nie obawiajcie się przyznać do błędu. Być może wtedy zyskacie kogoś najważniejszego w życiu, komu będziecie mogli powierzyć największe tajemnice bez obaw. Kogoś, kto będzie dla was jak siostra i brat (tutaj mała podpowiedź :D), których nigdy nie mieliście. Którzy są z tobą zawsze, kiedy ich potrzebujesz. Kiedy pomagają ci się podnieść, kiedy podwinie ci się noga, ale też potrafią opierdzielić, kiedy rujnujesz sobie życie na własne życzenie. Kiedy są dla ciebie (uwaga będzie metafora na grubo :D) gorącym mlekiem na złamane serce, ale też i winem, kiedy jest wszystko super. To skarb mieć takich przyjaciół.

Przyjaźń może zrodzić się też podczas studiów. W moim przypadku to nie wydaje się być tak oczywiste, biorąc pod uwagę fakt, że wtedy mój introwertyzm był jeszcze bardziej niepokojący niż aktualnie. To prawdziwy cud, że byłam w stanie wtedy się odezwać do kogokolwiek, nie marząc jeszcze wtedy o tym, że dzięki tym kilku słowom wbrew swojej naturze, będę w stanie zyskać przyjaciół, z którymi będę utrzymywać kontakt aż do dnia dzisiejszego… A z niektórymi będę nawet przez dłuższy okres czasu pracować. Kto by pomyślał, że z pozoru przypadkowy wybór kierunku studiów, a następnie studiowanych języków zaowocuje w coś tak cudownego. Że przerodzi się w miłość do pięknych języków, pięknych krajów, a dodatkowo pozwoli zyskać tak wspaniałych przyjaciół. Z którym będę mieć tyle wspaniałych wspomnień, na myśl o których będę zacieszać jak szalona. Nie sądziłam też, że będziemy musiały wspierać się w trudniejszych momentach naszego życia, ale… Taka jest kolej rzeczy. Nie zawsze jest wesoło i kolorowo, ale dzięki takim sytuacjom zdajemy sobie sprawę, że możemy na sobie polegać nawet wtedy, kiedy w naszym życiu się coś sypie. To naprawdę wspaniała rzecz mieć takich przyjaciół… Którzy śmieją się z tobą, kiedy jest wszystko w porządku, twoje życie jest „mlekiem i miodem płynące”, ale również wtedy, kiedy jest „usłane kolcami”. Kiedy wiesz, że wystarczy jedna wiadomość, a oni w miarę swoich możliwości odrywają się od swojej rzeczywistości, gotowi wesprzeć słowem lub… Czynem. I choć nie zawsze czas nam sprzyja się spotkać w stałym, trzyosobowym składzie, to… Nie ma to najmniejszego znaczenia. Zawsze cieszą te chwile, w których mamy możliwość się spotkać, bo to są naprawdę cenne momenty.

No i jest też praca. A że miałam ich już kilka w swojej niezbyt długiej karierze to i wspaniałych ludzi, którzy zasługują na miano moich przyjaciół trochę się uzbierało. Mogłoby się wydawać, że spędzając dziewięćdziesiąt procent swojego życia w pracy i to jeszcze w korpo świecie, nie da się zyskać przyjaciół. Że tam wszyscy patrzą tylko w swoje targety, swoje deadliny i… Generalnie po trupach do celu. Otóż nic bardziej mylnego. Znaczy… Może i tak się zdarza, ale mam to szczęście, że ludzie na których trafiłam to prawdziwe skarby. O ile przy tak częstych zmianach pracy (z własnej lub mniej własnej woli) utrzymanie z nimi kontaktu może być (i jest) trochę trudne (wiadomo, korpo świat jednak wciąga, a do tego ten GUPI wirus), to był to zaszczyt ich poznać. A że współczesny świat coś nam daje, jednocześnie zabierając coś innego to… Dzięki za tak rozwiniętą technologię, która w czasach kwarantanny może być wykorzystana również na… Spotkania „towarzyskie” przy winie. W każdej pracy spędziłam mniej lub więcej czasu. Zawsze mogłam liczyć na pomoc w momencie, gdy najzwyczajniej w świecie nie ogarniałam, a zdarzało się to nadzwyczaj często… Wsparcie, gdy miałam gorszy czas lub po prostu gorszy humor, na uśmiech w momentach radości (czy po kilku kieliszkach tego i owego, albo frytkach i białym barszczu po taniości… i po godzinach) i możliwość wypłakania się w rękaw, gdy byłam bezradna z powodów mniej lub bardziej pracowniczych. Na poprawę humoru poprzez solidną porcję memów czy cytowanie ulubionych seriali bądź… utożsamianie mnie z ich bohaterami (uśmiech Sheldona opracowałam już do perfekcji). To wspaniałe, że praca często przenosiła się poza ich budynek i że miałam okazję spędzić kilka lub kilkanaście godzin w towarzystwie cudownych ludzi podczas oficjalnych spotkań lub tych… Trochę mniej oficjalnych. Kiedy mogłam oderwać się i zapomnieć o przytłaczającej rzeczywistości. A kiedy to nie było możliwe to wiedziałam, że mogę do nich „walić jak w dym”, pożalić się i mieć pewność, że chcą mnie wysłuchać i pomóc, gdy było mi źle.

„Naj­lep­szym przy­jacielem jest ten, kto nie py­tając o powód smut­ku, pot­ra­fi spra­wić, że znów wra­ca radość.”  Św. Jan Bosko

Nawet nie wiecie, jak bardzo sobie zazdroszczę takich przyjaciół. Mimo że nie możemy się spotykać zbyt często to mam pewność, że… Zawsze mogę na nich liczyć. I to jest najwspanialsze, co mogło mi się przydarzyć w życiu. Myślę, że nie muszę dodawać już nic więcej. Nie słowa są tu najważniejsze. A moja „przyjacielska” miłość do nich. Tylko tyle i aż tyle.

A jak jest z Wami? Nie pytam, czy macie przyjaciół, bo na pewno ich macie. Ale opowiedzcie coś o swoich przyjaźniach. Z przyjemnością poczytam również Wasze historie. 🙂

6 comments

  1. Z moją przyjaciółką znam się od dziecka – jest moją sąsiadką. Był taki czas w gimnazjum, że pokłóciłyśmy się i przez rok nie odzywałyśmy się do siebie. Na nic były schadzki organizowane przez rodziców. Teraz się z tego śmiejemy, bo nie pamiętamy o co poszło. Mamy synków w tym samym wieku 🙂

    Polubienie

  2. Wiem, że różnie to w życiu bywa, ale chyba najłatwiej nawiązujemy przyjaźnie w czasach szkolnych i studenckich, później chyba trochę z tym trudniej, ale oczywiście też możliwe. Ale te przyjaźnie od najmłodszych lat są dla mnie najcenniejsze.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s