„They don’t know that we know…

… they know we know

Cześć i czołem, kluski z rosołem. Ostatni wpis o przyjaźni, o tym jak bardzo jest wartościowa i ile dla mnie znaczy tak mnie pochłonął, że postanowiłam pociągnąć ten temat. Tym razem jednak chciałabym się o niej „wypowiedzieć” w trochę inny sposób. Pewnie wielu z was zna słynny, amerykański serial Friends. Serial robi furorę nawet dzisiaj, mimo że był emitowany wieku temu. Ponadto na Comedy Central można go oglądać praktycznie codziennie (szczególnie w sobotę, kiedy można spędzić caluuuusieńki dzień przed telewizorem, oglądając maraton Przyjaciół – przyznam szczerze, że raz mi się zdarzyło, że telewizor cały dzień leciał tego dnia gdzieś w tle podczas wykonywania innych, mało istotnych zajęć tego dnia, więc maraton z Przyjaciółmi można uznać za zaliczony. Aż wstyd się przyznać ile prądu wtedy na to poszło :D). Anyway… Ja nie o tym. Zanim jednak przejdziemy do sedna, polecam puścić sobie czołóweczkę z serialu… Dla poczucia klimatu (dla tych, którzy serial znają) albo dla zaznajomienia się z tematem (dla tych, którzy jakimś cudem uniknęli serialowej inwazji pod każdą postacią – od serialu po koszulki, bluzy, przez kubki, gry planszowe i inne cuda, które wymyślono). Tym razem post nie będzie w tak podniosłym tonie, jak ten poprzedni (do którego zresztą odsyłam tutaj: https://szczescietociastki.wordpress.com/2020/04/25/jakie-to-piekne-miejsce-na-spotkanie-z-przyjacielem/), będzie weselej niż poprzednio (chociaż to się okaże, ostatecznie jeśli chodzi o moje poczucie humoru to jest tak „suche”, jak poczucie humoru serialowego Chandlera, więc zrozumiem, jak nie będziecie się śmiać i dobrze bawić podczas czytania mojego posta) i generalnie to… Jedynym powiązaniem pomiędzy tymi dwoma postami jest… Sam tytuł serialu, na którym się dzisiaj skupiam i to że głównymi bohaterami jest paczka przyjaciół. No i to w zasadzie na tyle jeśli chodzi o wspólny mianownik w postaci przyjaźni. Ale do sedna, bo wstęp robi się zbyt długi.

Jak z pewnością wiecie (a jak nie wiecie to właśnie się dowiecie :D) w serialu jest sześcioro głównych bohaterów. Mieszanka różnych, totalnie odmiennych charakterów. Mogłoby się wydawać, że tak odmiennych, że przyjaźń nie miałaby prawa się udać. Choć w sumie w poprzednim poście zastanawiałam się na tym, że ludzie wchodzący w coś tak wspaniałego jak przyjaźń, nie muszą być tacy sami… Nikt nie jest zresztą. Co człowiek to inna osobowość. Więc ta mieszanka wybuchowa w serialu akurat nie dziwi. Można powiedzieć zatem, że każdy z nas mógłby w pewnym stopniu „utożsamiać” się z którąś z postaci wykreowanych przez aktorów „naszego” serialu. Ktoś mógłby być tak świetnym, zorganizowanym pedantem/ kucharzem jak Monica, mieć takie wyczucie stylu jak Rachel, tak optymistyczne podejście do życia jak Phoebe, flirtować jak Joey, żartować jak Chandler i… oddawać się nauce (i miłości… Za każdym razem – w każdym małżeństwie) jak Ross. Mógłby też „brać z każdego z bohaterów po trochu”. I o tym właśnie będzie ten post.

Chciałabym zatem trochę podumać nad tym, które cechy charakteru są „żywcem zdjęte” ze mnie. Choć… To może brzmi trochę dziwnie. Żeby już nie przedłużać zacznę trochę nietypowo, bo od męskiego, serialowego grona. O dziwo z większą łatwością przyszło mi znalezienie mniej lub bardziej wspólnych cech właśnie z męską częścią Przyjaciół aniżeli żeńską… Może dlatego właśnie, że ani na gotowaniu za dobrze się nie znam (z głodu nie umrę, ale jakbym miała kogoś zaskoczyć czymś bardziej wykwintnym to raczej wiocha! :D), ani na modzie (wstyd!), ani na masowaniu, ani pozytywnym nastawieniu do życia. Bliżej mi do jedzenia niezdrowych rzeczy, leniuchowania i użalania się nad sobą i rozlanym w torbie szamponem (chociaż w przeciwieństwie do Rossa zabieram sobie z hoteli jedynie jakieś mapy lub inne przewodniki, które zresztą… Po to są, żeby je sobie brać). Ale przejdźmy do sedna, zanim się okaże, że połowa mojego posta jest „o niczym”.

A zatem lecimy…

Joey

Na wstępie pragnę was wyprowadzić z błędu, jeśli myślicie, że flirtuję tak świetnie jak Joey. W tym względzie bliżej mi raczej do żartownisia Chandlera albo bystrzachy Rossa aniżeli do Joeya (nie ma się co zatem dziwić, że we wszystkich możliwych testach wychodzi mi właśnie albo Chandler albo Ross). Jedną z nielicznych, wspólnych… nie tyle cech, co „wspólnych pasji”, które nas „łączą” z Joeyem jest… Miłość do jedzenia. I myślę, że miłość jest tu najwłaściwszym określeniem. I bynajmniej nie jest to miłość platoniczna. Zatem w przypadku Joeya najwłaściwszym, serialowym cytatem, który mogę na spokojnie ze sobą utożsamiać, jest ten oto: Joey doesn’t share food!

I to nie jest do końca tak, że nie lubię się dzielić jedzeniem. Ostatecznie Joey też się dzielił pizzą z pozostałymi, dał nawet Chandlerowi gryza swojej ulubionej kanapki. Zawsze jednak jest ten dyskomfort, kiedy ktoś kradnie nam jedzenie z talerza… Jedzenie, które z założenia nie jest jego jedzeniem (a zatem kawałek pizzy, którego nie jem ja… Nie jest moim kawałkiem. :D) Od zawsze odczuwałam tę życiową niesprawiedliwość w rodzinie, kiedy ktoś miał większą porcję ode mnie – kiedy byłam jeszcze w wieku dość… poniżej dwudziestki, a nawet piętnastki i dziesiątki… Kiedy ledwo mnie było widać zza stołu i mowa jeszcze mi się, aż tak nie rozwinęła… Już odczuwałam niesprawiedliwość, że tata miał większy kawałek kurczaka. Jak widać.. Mowa się nie rozwinęła, ale apetyt już i owszem, a szkoda, że nie odwrotnie, może teraz z większą łatwością przychodziłoby mi nawiązywanie kontaktów z innymi ludźmi. A tak to łatwiej przychodzi mi… tycie od nadmiernej ilości jedzenia. Chociaż jak to powiedział Joey: Jestem krągły i lubię to. Do tej pory też lubiłam, pora jednak pożegnać swoje krągłości. I choć… Moja miłość do rzeczy niezdrowych (i nie mam tu na myśli czegoś w kartonie po mleku, co wygląda jak mięso i znajduje się w lodówce Joeya) najchętniej trwałaby dłużej… No ale niestety…

Skoro już sobie wyjaśniliśmy, że nie flirtuję jak Joey, tylko jem jak Joey, to pora na następnego bohatera…

Ross

Powiem tak. Nie mam za sobą ani jednego małżeństwa (ani tym bardziej trzech), więc tym bardziej nie będę wypowiadać się na tematy miłosne. Podobnie zresztą jak w przypadku Joeya, którego życie uczuciowe jest zgoła odmienne od mojego. Choć w sumie jakby na to nie patrzeć to właśnie może być nasza cecha wspólna z serialowym Rossem. Mimo tych kilku życiowych partnerek można uznać, że Joeyowi to on raczej nie dorówna… No i ja również. 😀 Zatem jakby spojrzeć na życie uczuciowe Rossa z drugiej strony to trzeba przyznać, że zarówno on, jak i ja, nie mamy szczęścia w miłości. Choć w jego przypadku to wynika raczej z zazdrości i obsesji na punkcie tego, iż w jego mniemaniu każda partnerka albo go zdradza, albo prędzej czy później stanie się lesbijką, a ja niestety nie mam możliwości stwierdzenia, czy będąc w związku byłabym zazdrosna aż do tego stopnia, co on. W każdym razie… Miałam przecież mówić o cechach wspólnych, bo przecież cechy, które nas różnią mogłabym wymieniać i wymieniać – od różnych tytułów naukowych, przez wspomniane paranoje i zazdrości czy nieuzasadnione wybuchy gniewu… Chociaż to nie. Też zdarzało mi się denerwować, że któreś z rodziców zjadło coś, co sobie kupiłam i mimo że leżało w lodówce już jakiś czas to ja zawsze powtarzałam, że… To że nie jem tego w danej chwili to nie oznacza, że nie będę mieć na to ochoty za pół godziny. Dlatego im dłużej się nad tym zastanawiam to między mną a Rossem dostrzegam więcej wspólnych cech niż mi się wydawało do tej pory. Może i nie jestem jakoś tak przesadnie oszczędna, jak i Ross (szczególnie podczas kwarantanny, kiedy… Zamiast oszczędzać to… No nie oszczędzam, o czym świadczy chociażby nowy kubek, który wam tak dumnie na zdjęciach prezentuję), ale przyznam szczerze, że wolę znacznie bardziej pieniądze mieć niż je wydawać. No i lubię mieć zawsze rację i choć często… Tego nie pokazuję i rzadko się o nią kłócę, jak Ross z Phoebe o teorię ewolucji to… Częściej się kłócę o swoją rację, gdy nie mam racji, aniżeli wtedy, kiedy rację mam, ale wstydzę się o nią walczyć. Ale no… Kto z nas nie lubi mieć racji. Tym oto zabawnym sposobem dochodzimy do cechy wspólnej, o której chciałam pisać od samego początku, ale mnie wena poniosła. Otóż zarówno Ross, jak i ja… Jesteśmy mega życiowymi ciamajdami. Co prawda szampony w torbie mi się nie wylewają, ale… Jeśli chodzi o zmoknięte i przemoczone rzeczy w torbie, bo jakiś włoski pracownik lotniska wystawił ją na ulewę to już jak najbardziej. Zatem cytatem, który idealnie opisuje to, o czym mówię jest: Why do bad things happen to good people?

No wypisz, wymaluj ja. Gdyby ktoś chciałby pouczyć się jak się potknąć o własne nogi na prostej drodze w butach sportowych albo elegancko oblać kawą, ubrudzić sukienkę marchewką, zaryć głową w kant szafy albo ścianę, rozwalić gips, bo nie wyrobiło się na zakręcie podczas biegu z pokoju do kuchni (zapewne po jedzenie :D) lub wejść w szafę nią całą sobą i nabić sobie siniaka w trzech miejscach i wiele, wiele innych to… tylko u mnie. Zbieram zapisy. Ross ma zatem sporo racji… To niesprawiedliwe, że złe rzeczy mogą spotykać takich super ludzi, jak my. I choć w większości przypadków sami na siebie ściągamy tego pecha (bo po co pchać do torby tony szamponów z hotelu wcześniej ich nie zabezpieczając… Zero logiki :D) to generalnie nie ma sprawiedliwości na świecie! 😀

Tym oto optymistycznym akcentem przechodzimy dalej.

Chandler

Jest i „mój” śmieszek i faworyt. Kolejny z którym mogłabym sobie przybić piątkę, jeśli chodzi o życie uczuciowe albo raczej jego względny brak. Ale ja tu nie o tym. O braku w miłości napisałam już dość wcześniej. Dodam jedynie w kontekście Chandlera, że pozostali często myśleli, że Chandler jako ostatni z grupy się ożeni. Jak tak patrzę na wszystkich moich znajomych to obawiam się, że mnie czeka to samo. No zobaczymy. 😀 Ostatecznie Chandlerowi udało się wyprzedzić innych (no może nie, że wszystkich, no ale :D) jeśli chodzi o branie ślubu. Choć z powodu braku kandydatów w moim przypadku nie wydaje się to być aż tak oczywiste. No ale… Do brzegu, bo znowu się rozpisuję. Zanim jednak przejdę do sedna to dla odmiany zacznę od cytatu, który utożsamia zarówno Chandlera, jak i mnie. Otóż: Hi, I’m Chandler, (wymiennie z moim imieniem :D) I make jokes when I’m unconfortable.

Znaczy wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Nie mówię tu o tym stanie, kiedy spotykam kogoś pierwszy raz albo drugi. Wtedy nie odzywam się praktycznie wcale (przyczyna wiadoma – introwertyzm). Dopiero kiedy jestem w stanie wypowiedzieć coś więcej niż cześć to… Wtedy głupota płynie. 😀 Stres przed ludźmi zabija te ostatnie, żyjące w moim mózgu szare komórki i reszta już leci sama. Często też mam wrażenie, że podobnie jak Chandler, który sprawia złe pierwsze wrażenie (przynajmniej według Phoebe) to… Podobnie jest ze mną. Jedyne co nas różni to czar Chandlera zabija jego sarkazm… Mnie nieśmiałość. Wychodzi na to samo. Ludzie myślą, że jesteśmy dziwni. 😀 Niektórych udaje się wyprowadzić z błędu z biegiem czasu… Innych niestety nie. Przygotowując się trochę do tego posta przeczytałam, że Chandler często woli zakryć się za kłamstwem, zamiast skonfrontować się z drugą osobą i wyznać jej… Często bolesną albo niewygodną dla siebie prawdę (właśnie przecież dlatego wyjechał do Jemenu). Przyznam, że podobne działanie czasami też mi się zdarza. Szczególnie kiedy coś zepsuję, a nie jestem w stanie tego naprawić. Wówczas zostawiam to w stanie w miarę oryginalnym licząc, że następna osoba natknie się na ten zepsuty przedmiot i pomyśli, że to ona go zepsuła. No ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który tak kiedyś nie zrobił! 😀

Teraz jest ten moment, kiedy stety albo niestety przyszło mi pisać o żeńskiej części serialowej paczki przyjaciół. W zasadzie to największą uwagę poświęcę tylko jednej postaci i to nie ze względu na to, że jesteśmy super identyczne, jeśli chodzi o charakter. Żeby już aż nadto nie przedłużać, bo post i tak już wyszedł większy i dłuższy aniżeli pierwotnie zakładałam.

Monica

Jaka jest Monica, każdy, kto oglądał więcej niż jeden odcinek, zapewne wie. Apodyktyczna szefowa kuchni, do przesady pedantyczna perfekcjonistka (przyznać się, kto jeszcze prasuje papier po prezentach?), uwielbiająca sprzątać… Obsesyjnie uwielbiająca sprzątać wręcz (no bo kto czyści toaletę 17 razy dziennie albo myje cudze samochody. Chociaż jeśli ktoś coś to wiedzcie, że nie mam nic przeciwko… Pisać mi tu teraz, jeśli ktoś tak robi! :D). Do tego bardzo głośna, lubiąca konkurować z innymi i nielubiąca z nimi przegrywać… I mogłabym tak w nieskończoność, ale nie miałoby to znaczenia, bo… To nie ja! 😀 Jeśli chodzi o cechę charakteru, która mogłaby nas połączyć to… To, że wszystko lubimy mieć wcześniej zaplanowane. Ostatecznie Monica jest super szczególnie w ZAPLANOWANYCH zabawach. Wszystko przemyślane, poukładane w głowie, każda minuta wypełniona JAKIMŚ planem, nawet najmniej istotnym. I broń Boże, żeby coś nie szło zgodnie z planem! Umówmy się zatem… Improwizacja nie jest moją mocną stroną. Zresztą jam jest introwertyk. Zanim coś zrobię czy z kimś porozmawiam to zawsze najpierw to muszę sobie poukładać w głowie. Swoją drogą to dość dziwne połączenie w moim przypadku… Być jednocześnie taką ofermą i do tego planującą praktycznie każdy krok jednocześnie. Dziwne to dziwne! 😀 Ale jest jeszcze jeden aspekt, który nas z Monią łączy. Spójrzcie na zdjęcie poniżej, bo tym razem cytat jest bardziej „rozbudowany”:

O jedzeniu pisałam już przy okazji Joeya, więc nie będę się za dużo powtarzać. Jeśli chodzi o figurę to przypominam Monicę raczej sprzed odchudzania, zatem cytat Rossa: I grew up with Monica. If you didn’t eat fast, you didn’t eat! jest dosłownie w punkt! Nie ma się co oszukiwać. Jedzenie lubię i raczej żadna dieta tego nie zmieni, ale mam nadzieję, że będę mieć tyle samozaparcia co Monica, żeby przezwyciężyć swoje słabości i… Spowodować, że wszystkim kopary opadną tak jak Chandlerowi, kiedy zobaczył Monicę po schudnięciu. Szczególnie natomiast kopara powinna opaść mnie samej. Miałam już kilka takich bodźców w życiu, jak Chandler mówiący, że Monica jest gruba, które miałyby mnie zmusić do wprowadzenia zmian. Dla niej to był naprawdę wystarczający bodziec do tego, żeby się zmienić. Do tej pory nie brałam z niej przykładu, ale chyba najwyższy czas. 🙂

Zostały nam jeszcze Phoebe i Rachel. Przyznam, że tu miałam największy proble, ponieważ uważam, że z tymi dwiema charakterami łączy mnie akurat najmniej. Dlatego bardzo pokrótce i zakończenie mogę powiedzieć, że… Jeśli ktoś miałby być mistrzem w nieumiejętności gotowania albo śpiewania to tylko my trzy! Co prawda gotowanie idzie mi lepiej niż łączącej mięso z dżemem Rachel, a poza tym staram się nie śpiewać, więc można uznać, że jakbym już pośpiewała to pewnie też szłoby mi lepiej aniżeli Phoebe, ale no nie ukrywajmy… Wszystkie jesteśmy w tym równie beznadziejne! 😀

To tyle o mnie. Opowiedzcie coś o sobie. Do którego z bohaterów jesteście najbardziej podobni? Kto ma najbardziej zbliżony do was charakter?

11 comments

  1. Całkiem ciekawą autocharakterystykę na bazie bohaterów serialu tutaj stworzyłaś! 😀 Fajnie się czytało, a sam serial… cóż, bardzo długo nie mogłam się do niego przekonać (a próbowałam z 20 lat temu już do tego podejść) i dopiero w tamtym roku przebrnęłam przez całość. I dobrze się bawiłam! Chyba musiałam dorosnąć. 😉 Kasia

    Polubienie

  2. Zastanawiam się, czy jestem serio jedyną osobą na świecie, która nie oglądała tego serialu. A nie znać się i nie interesować się modą… coż, żaden wstyd. 🙂

    Polubienie

  3. W ostatnią sobotę „Przyjaciele” lecieli o u mnie cały dzień 🙂 Głównie dlatego, że się troszkę poszalało w piątek, a to jest dobra propozycja, żeby zalec na kanapie i nie szukać pilota 😉 Z którym z bohaterów się identyfikuję? Powiedzieć, że z każdym po trochu to tak, jak nie powiedzieć nic, ale obawiam się, że nie starczyłoby mi dnia na rozpiskę poszczególnych cech 😉 Mogę jednak na zakończenie dodać, że moim zdaniem to jest właśnie fenomen tego serialu – każdy się choć trochę z jakimś bohaterem może identyfikować, a to nas zachęca do oglądania! 🙂

    Polubienie

  4. Kocham ich! Cudowny serial, świetna obsada, zresztą umiejscowienie w latach 90. jest w ogóle the best! Każdy chyba marzył o takiej paczce, o takim Central Per, w którym codziennie albo chociaż raz w tygodniu można się spotkać. Jestem fanką klimatu lat 90., bo się z nich wywodzę. I ta miłość zostanie na zawsze … 😉 Pozdrawiam!!! P.S. No i obłędny Joey z tym swoim „how you doin’?

    Polubienie

  5. Bardzo ciekawy pomysł na post, taką fanką to ja nie jestem, ale koleżanka to wręcz po kilka razy ten sam sezon ogląda. Przynajmniej nie ma kłopotu co jej kupić

    Polubienie

    • Kubek znalazłam na stronie Empiku. 😀 spodobał mi się, bo jest ogromny! A takiego właśnie szukałam. A że trafił się taki z motywem z Przyjaciół to już w ogóle czad. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s